Skip to content
Edukacja Włączająca-omówienie założeń według profesora Petera Mittlera Drukuj

Poszukując wiedzy na tematy edukacji włączającej na świecie, przypadkowo znalazłem dobre omówienie tego tematu w książce profesora Petera Mittlera doradcy ds. edukacji specjalnej wielu światowych organizacji takich jak ONZ, UNESCO pt. "Working Towards Inclusive Education. Social Context." wydanej w 2000 roku. Byłem jeszcze bardziej zaskoczony, gdy okazało się, że istnieje jej opracowanie przygotowane przez p.Annę Wykę z PAN zamieszczone na stronie Centrum Metodyczne Pomocy Psychologiczno-Pedagogicznej.

Poniżej pełny tekst:


Nauczanie włączające

„Working Towards Inclusive Education. Social Contexts” (Praca ku edukacji
włączającej. Konteksty społeczne) to ostatnia książka prof. Petera Mittlera, wybitnego
specjalisty w dziedzinie wyrównywania szans edukacyjnych, tak osób niepełnosprawnych
intelektualnie, jak też w inny sposób upośledzonych. Jego szczególnym zainteresowaniem jest,
także upośledzenie społeczne - negatywny wpływ danego pochodzenia społecznego, rodziny,
najbliższego otoczenia społecznego ucznia na szanse edukacyjne. Tym dwóm wielkim
tematom poświęcona jest omawiana tutaj obszerna praca: włączaniu i wyrównywaniu szans.

Włączanie
Prof. Mittler podkreśla, że włączanie nie jest tożsame z integracją. Unika też rozważań
definicyjnych, uważając rzecz za czynność jałową. Podkreśla natomiast wagę uczenia się na
podstawie doświadczenia i rzeczywistych sytuacji edukacyjnych, z którymi we własnej
długoletniej praktyce się zetknął. Kładzie także nacisk na zmiany, które dokonały się
i dokonują we współczesnych społeczeństwach, a mianowicie zmianę perspektywy widzenia
problemów, także problemów edukacyjnych. Pisze we wstępie: „Nadszedł czas, by pójść
dalej. Niezliczone debaty i zalew publikacji dotyczących 'integracji versus segregacji' dla
mniejszości dzieci zostały przezwyciężone; nowa perspektywa dotyczy praw człowieka
i rodzaju społeczeństwa, a także rodzaju szkół, których chcemy dla wszystkich naszych dzieci.
Ponieważ włączanie dotyczy nie tylko szkół, ale społeczeństwa, książka zawiera wiele wątków
dotyczących społecznych kontekstów debaty dotyczącej włączania, w szczególności mówi
wiele o biedzie i jej skutkach w uczeniu się i rozwoju.” I dalej: „Włączanie nie oznacza
umieszczania dzieci w szkołach powszechnych. Oznacza natomiast zmianę szkół, tak by lepiej
odpowiadały potrzebom dzieci. Dotyczy pomagania wszystkim nauczycielom w przyjęciu
odpowiedzialności za nauczanie wszystkich dzieci w ich rodzimych szkołach
i przygotowywanie ich do uczenia tych dzieci, które obecnie ulegają wykluczeniu z własnych
szkół, bez względu na powody wykluczenia. Dotyczy wszystkich dzieci, dla których edukacja
szkolna nie jest dobrodziejstwem, a nie tylko tych, które obdarzono etykietka uczniów
„o specjalnych potrzebach edukacyjnych” (s. VII – VIII).

Zatem termin „włączanie” oznacza szerszą perspektywę myślenia o sprawach nauczania,
szerszą perspektywę planowania zmian systemu szkolnego i polityki społecznej. Włączanie
jest wspólnym celem nauczania i polityki społecznej. Aby mogło zacząć się dokonywać:
„szkoła jako całość musi się zmienić w taki sposób, by zapewniała dostęp do pełnego zakresu
szans edukacyjnych i społecznych wszystkim uczniom” (s.2), oraz prowadziła do unikania
segregacji i izolowania.

Jak pisze prof. Mittler, zarysowana wyżej koncepcja włączania wymaga radykalnej
zmiany sposobów myślenia, podobnie - polityki oświatowej oraz praktyki szkolnej. Nadto –
twierdzi autor – stanowi ona odzwierciedlenie fundamentalnie odmiennego myślenia
o źródłach uczenia się i trudnościach zachowania. Dokonuje się bowiem obecnie przejście od
modelu „braków” (defect) do modelu „społecznego”. Mittler ostrzega, by nie dokonywać
polaryzacji obu modeli: w jego przekonaniu są one wzajemnie powiązane.

Model „braków”, model „wnętrza dziecka” oparty jest na założeniu, że źródła trudności
szkolnych tkwią głównie wewnątrz dziecka. Stad w filozofii i praktyce pedagogicznej długo
utrzymywało się podejście „diagnostyczne”: przebadania, na czym owe trudności w każdym
wypadku się zasadzały, oraz zaplanowania, jaki rodzaj interwencji edukacyjnej w przypadku
konkretnego dziecka okaże się potrzebny. Nie znajdujemy tu śladu założenia, że to: „szkoła
wymaga zmiany, tak by to ona dostosowała się do poszczególnego dziecka lub by
odpowiadała na większy zakres różnorodności, która przynosi populacja jej uczniów” (s.3).
Zatem model ten zakładał jako cel przystosowanie pojedynczego dziecka do zastanego
systemu i korzystania z tego, co szkoła już oferuje.

Inaczej wygląda model „społeczny”. Opiera się on na założeniu, że społeczeństwo i jego
instytucje są opresyjne, dyskryminacyjne i upośledzające. Dlatego kładzie się tu nacisk na
eliminowanie przeszkód uniemożliwiających osobom upośledzonym (pod różnymi
względami) uczestnictwo w życiu społecznym. Eliminowanie przeszkód może się wyrażać
zmienianiem instytucji, prawa i postaw społecznych, które przyczyniają się do wytwarzania
i utrzymywania się mechanizmów wykluczających. Model społeczny zakłada zatem głównie
zmiany środowiska, otoczenia, w którym nauczanie ma przebiegać. Podobnie – taką zmianę
przygotowania do zawodu nauczyciela, by jego praktykowanie umożliwiało pozostanie
w szkole wszystkim uczniom . Ta ostatnia kwestia wydaje się szczególnie wana, gdy z
analizy badan wynika, że jedna z najważniejszych przeszkód dla włączania jest sposób
postrzegania sprawy przez nauczycieli. Zasadza się on na przekonaniu, jakoby uczniowie
niepełnosprawni byli w jakiś sposób odmienni, w związku z czym nauczanie ich wymaga
jakichś specyficznych umiejętności, specjalnego wyposażenia, specjalnego przygotowania, w
końcu - szkół specjalnych. Jak dodaje Mittler, na szczęście postawy takie zmieniają się w
miarę tego, gdy nauczyciel osobiście przejdzie przez doświadczenie włączenia dziecka (lub
dzieci) niepełnosprawnych do swej klasy.

Inne przeszkody tkwią w samym języku, w którym i obecnie mówi się o wyłączaniu.
Autor zadaje pytanie, czy jeśli używa się terminu „specjalne potrzeby edukacyjne”, można
jednocześnie dążyć ku temu, by szkoły stały się bardziej włączające? Mittler uważa ów
termin za sam w sobie dyskryminujący (i anachroniczny, w świetle nauki współczesnej,
zarazem) i sadzi, że nawet gdyby został on natychmiast zarzucony, to i tak „szkody
wyrządzone użytkowaniem takiego języka trzeba będzie długo goić” (s.8). Powiada jeszcze
mocniej, i powinniśmy zadać sobie pytanie, czy język przez nas używany służy naszym
celom, czy też podważa je. Odwraca kwestie pisząc: „Dzieci, o które chodzi są „specjalne”
jedynie dlatego, że jak dotąd system szkolny nie jest w stanie zaspokoić ich potrzeb”. I dalej:
„Powinniśmy zatem znaleźć takie słowa, które unikają etykietowania dzieci, a w zamian
kładą nacisk na zmiany systemu jako takiego” (s. 9). Podobne zastrzeżenia można wysunąć
do samego terminu „potrzeby”, jeśli jest on zbyt wąsko zdefiniowany. Mittler twierdzi, że nie
istnieją żadne potrzeby „specjalne”. Staja się one takowymi jedynie w przypadku, gdy system
szkolny nie jest odpowiednio pojemny. Powiada, że w szkole włączającej normą jest
różnorakość i różnice miedzy uczniami, których oczekiwania szkoła taka winna po prostu
spełniać. Na razie w odniesieniu do dzieci używa się terminu „wyjątkowe”, „dodatkowe”
(additional) lub „indywidualne” potrzeby w odniesieniu do curriculum szkolnego, choć
w odniesieniu do dorosłych negatywna terminologia przynależna do modelu „braków” jest
nadal - mówi Mittler - powszechnie używana (np. „trudność uczenia się”,
„niepełnosprawność”).


Od integracji do włączania
Integracja - zdaniem Mittlera - opiera się na takim przygotowaniu dziecka, by można je
było przenieść ze szkoły specjalnej do zwykłej. Jest zatem głęboko zakorzeniona, można
rzecz, w modelu braków: uzupełnia się „braki” dziecka przede wszystkim, co nie musi
oznaczać, że sama szkoła musiałaby się w jakikolwiek sposób zmienić, tak by była zdolna
odpowiadać na indywidualne potrzeby danego dziecka. Mittler pisze: „Integracja dotyczy
przekształcania zwykłych szkół w specjalne poprzez przenoszenie do nich najlepszych praktyk,
nauczycieli i wyposażenia do normalnego środowiska szkolnego, nawet jeśli nie jest to
konieczne” (s.10). Wynika z tego - a Mittler przywołuje też poglądy innych autorów - że
włączanie nie dotyczy jedynie uczniów niepełnosprawnych, ale wszelkich możliwych cech
uczniów, które to cechy czynią ich różnorodnymi. Dlatego nie można - jak sądzę - mówić o
jakimś pojedynczym akcie „włączenia”. Włączanie należy traktować jako proces, ściśle
zależny od tego, czy i w jakim stopniu bezpośrednie otoczenie ucznia, pojedynczego ucznia -
szkoła jest zdolna do zmian i wyjścia naprzeciw jego indywidualnym potrzebom.

Edukacja włączająca powinna się odbywać w normalnej szkole, choć niekoniecznie
w szkole najbliższej (rodzice dokonują wyboru szkoły i nie zawsze jest to szkoła w
sąsiedztwie). Podobnie - powinna zachodzić w zwykłej klasie, a nauczać powinni zwykli
nauczyciele, odpowiednio przygotowani i otrzymujący odpowiednie wsparcie merytoryczne.
Podejście to wyklucza zatem tworzenie klas specjalnych, gdy oznaczałoby to powrót do
praktyk segregacyjnych. Podobnie - zakłada stopniową likwidację szkół specjalnych jako
szkół i segregacyjnych, i pracujących wyłącznie z grupami mniejszościowymi. W podejściu
włączającym - powtórzmy - chodzi natomiast o dobro wszystkich uczniów.

Liderem owych zmian filozofii nauczania i praktyki edukacyjnej - pisze Mittler - jest
ONZ, zatem rzecz dotyczy przemian w skali globalnej, choć istnieją rozwiązania lokalne
(głównie prawne). Autor przywołuje podstawowe światowe dokumenty prawne, wytyczające
kierunek zmian w oświacie na przełomie wieków (np. deklaracja „Edukacja dla wszystkich
w roku 2000” z Jomtien czy „Deklaracja i Ramy Działania” z Salamanki), podobnie jak
analogiczne dokumenty Wspólnoty Europejskiej.

Edukacja włączająca powinna obejmować dzieci już w wieku przedszkolnym, ze
szczególnym uwzględnieniem dzieci w jakiś sposób upośledzonych, a odpowiednie
dokumenty brytyjskie uznawały ów cel wczesnej interwencji za priorytetowy, zarówno na
poziomie władz centralnych, jak i lokalnych. Prowadzone są programy pilotażowe dotyczące
dzieci ze środowisk ubogich, zagrożonych patologią społeczną oraz włączające dzieci
i rodziców o potrzebach „specjalnych”, oparte na starannym wyważaniu między zabawą
a ustrukturalizowanym nauczaniem. Istnieją też ośrodki wczesnych osiągnięć prowadzone
jednocześnie przez przedstawicieli systemu szkolnego, jak i przedstawicieli służb socjalnych.
Generalnie wielką rolę przypisuje się w tych przemianach aktywności poszczególnych
zbiorowości lokalnych oraz współpracy różnych agend władzy lokalnej ze sobą. Podobnie,
zwłaszcza w odniesieniu do dzieci najmłodszych, wielką rolę przypisuje się opiece domowej
(odpowiednia osoba odwiedza dom poszczególnego dziecka, a nie rodzice wędrują
w poszukiwaniu specjalistów) i samym rodzicom, odpowiednio przygotowanym przez
odwiedzających (por. np. obszerne omówienie przeniesionego do Wielkiej Brytanii z USA
programu Portage, s. 43 - 45) opartego na powyższych zasadach. Z punktu widzenia
włączania, mimo ewidentnego sukcesu programu Portage cieszącego się 25-letnia tradycja,
Mittler zadaje podstawowe pytania jego twórcom. Autor sądzi, po pierwsze, że program ten
winien się tak zmienić, by dało się nim objąć dzieci z najuboższych i pod innymi względami
najbardziej upośledzonych środowisk, by służył nie tylko pojedynczemu dziecku, ale
dzieciom w ogóle, by dostarczał wsparcia szkołom, tak by mogły się stać bardziej włączające.
Po czwarte, sądzi Mittler, winien się on opierać na szerszej współpracy z innymi
organizacjami i agendami społecznymi, a także wspierać rozwój organizacji rodzicielskich.
Generalnie - istnieje tu wielkie pole do popisu dla odpowiednich organizacji pozarządowych.




Wykluczanie
Osobny rozdział poświęca autor możliwym źródłom wykluczenia z normalnej kariery
szkolnej. Wskazuje - na twardych danych statystycznych dotyczących Wielkiej Brytanii i
przy odwołaniu się do odpowiednich badan, na takie fakty jak: bieda, bezdomność,
narkomania, rozwody, nielegalna praca, macierzyństwo nastolatek (najwyższe dane w
Europie, także w odniesieniu do macierzyństwa poniżej 16 roku życia), oraz ich związek ze stanem zdrowia. Wszystkie te fakty maja związek z niższymi osiągnięciami szkolnymi. Dane brytyjskie
pokazują, że tylko 14% uczniów, których zaplecze rodzinne stanowią robotnicy
niewykwalifikowani kontynuuje naukę po ukończeniu 16 roku życia w porównaniu z 80%
kontynuujących, których zaplecze społeczne stanowią osoby wykształcone. Kończy autor ów
rozdział przestrogą: „żadna szkoła nie jest wyspą, ale dyskusje o reformie oświaty toczą się
często w próżni społecznej” (s. 60). Zwraca też uwagę, że równie często w szkoleniu
nauczycieli nie bierze się na warsztat związków dziecka z jego kontekstem społecznym, ani
też nie przygotowuje się ich do pracy z rodzicami, jako równoprawnymi partnerami kadry
pedagogicznej. Mittler sądzi także, iż nauczycielom przydałaby się wiedza o tym, co dla
dzieci objętych ich opieka robią inne agencje społeczne, takie jak służba zdrowia, opieka
społeczna czy organizacje i stowarzyszenia dobrowolne. Pomogłoby to właściwemu obiegowi
informacji, sprzyjałoby przezwyciężaniu stereotypów wzajemnych i współpracy między nimi
dla dobra dzieci.


Czy szkoła może zapobiec trudnościom uczenia się?
Mittler odpowiada na to pytanie, przedstawiając brytyjskie projekty pilotażowe. Z badań
wcześniejszych wynikało, że jednym z głównych powodów trudności szkolnych i odpadania
(a także wykluczania czasowego lub trwałego) są niskie oczekiwania. Niskie oczekiwania
prowadzą do powstania błędnego koła niskich osiągnięć. Projekty pilotażowe dlatego
nakierowano na wypracowywanie wyższych standardów przez szkoły za pośrednictwem
ulepszenia nauczania i uczenia się. Odpowiednim szkoleniem objęto nauczycieli;
w projektach tych uczestniczą także szkoły specjalne. Mittler uważa jednak, że za małą uwagę
przykłada się w tych projektach do polepszania związków domu i szkoły, oraz krytykuje je
generalnie za to, że choć przynoszą poprawę, obejmują jedynie wybrane szkoły lub rejony
przyczyniając się do powstawania nowych podziałów. Dlatego bardziej interesują autora te
przykłady nowego myślenia i praktyki pedagogicznej w Wielkiej Brytanii, które miałyby
objąć wszystkich uczniów i jako takie - przyczyniać się do wcielania w życie założeń
włączania. Na przykład w Anglii wyznaczono Narodowa Strategię Nauki Czytania i
odpowiednio - Liczenia. Obie, w świetle badań i analiz, zdają się być sukcesem mierzonym
poziomem osiągnięć szkolnych, tak w języku angielskim, jak i matematyce, na poziomie
nauczania podstawowego.

A oto lista cech szkół szczególnie skutecznych; przy czym skuteczność mierzy się tu
poziomem osiągnięć czysto akademickich i rezultatami egzaminów, sporządzona na
podstawie badan:

  • silne, pozytywne kierownictwo
  • dobra atmosfera, podzielanie celów i wartości, dobre otoczenie fizyczne
  • wysokie i spójne oczekiwania wobec wszystkich uczniów
  • jasna i trwała koncentracja na nauczaniu i uczeniu się
  • dobrze pomyślane procedury oceniania postępów uczniowskich
  • odpowiedzialność za nauczanie przez grono nauczycieli
  • uczestnictwo ucznia w życiu szkoły
  • nagrody i bodźce
  • zaangażowanie rodziców
  • zajęcia pozaprogramowe, które poszerzają zainteresowania ucznia i zakres jego doświadczeń, pomagają budować dobre relacje ze szkołą, a wszystko to zwiększa szanse ucznia na sukces (s.74).


I znowu, konsekwentnie, patrzy Mittler na powyższe kryteria z punktu widzenia
włączania. Na pierwszy rzut oka wydaja się one - zauważa autor - sprzyjać włączaniu. Jego
zdaniem jednakże maja one charakter neutralny. Skuteczność i włączanie to dzisiaj w
Wielkiej Brytanii dwa najważniejsze cele krajowych władz oświatowych, ale istnieje miedzy
tymi celami nie rozwiązane jak dotąd napięcie, zwłaszcza wtedy, gdy - pisze autor -
skuteczność sprowadza się do osiągnięć akademickich. Dana szkoła nie może bowiem
świadomie zmierzać ku włączaniu np. zmieniając odpowiednio program nauczania i sposoby
oceny, tak by odpowiadać na bardziej różnorodne potrzeby, a jednocześnie nie będzie w
stanie wytwarzać dobrych wyników egzaminacyjnych. Inny dylemat zasadza się na
wyłączaniu. Szkoła może być skuteczna (wedle wyliczonych wyżej kryteriów), a mimo to (a
może właśnie dlatego) wykluczać wielu swych uczniów, na przykład tych ze specjalnymi
potrzebami edukacyjnymi. Istnieje też trochę zbieżności w obu podejściach. Na przykład oba
kładą nacisk na „całą szkołę” i zakładają prace nad oceną doświadczeń edukacyjnych i
społecznych oferowanych przez szkołę oraz wprowadzanie koniecznych zmian, tak aby stały
się one dostępne dla wszystkich uczniów. To z kolei odzwierciedla założenie - powiada
Mittler -„że trudności dziecka mogą być stwarzane lub mnożone przez program nauczania i
mogą wynikać ze sposobu, w jaki szkoły są zorganizowane i zarządzane, a nie być po prostu
wynikiem jakichś „braków” w dziecku lub w jego rodzinie” (s. 77).


Ku polityce włączającej
W tej części książki prof. Mittler przywołuje najnowsze dokumenty prawne i oświatowe
wyznaczające politykę edukacyjna Wielkiej Brytanii dzisiaj i w najbliżej przyszłości.
Spójrzmy na wybrane tendencje zmian systemu oświatowego Wielkiej Brytanii zawarte w
wytycznych jej władz oświatowych. Podstawowym dokumentem wyznaczającym nowe
standardy, gdy chodzi o dzieci specjalnych potrzeb, jest Doskonałość dla Wszystkich Dzieci
(Excellence for All Children) z jesieni 1997 roku. Zawiera on wymogi wysokich oczekiwań;
włączania dzieci do szkół powszechnych „kiedykolwiek to możliwe”; przedefiniowania roli
szkół specjalnych tak, by było możliwe rozwinięcie sieci pomocy (wsparcia) specjalistycznej;
zawarcie nowych porozumień regionalnych; zwiększenie wsparcia dla rodziców; większego
nacisku na prewencje i wczesną interwencję; usprawnienie wydawania orzeczeń; lepsze
warunki dla kształcenia personelu. Zwraca uwagę wymóg przedefiniowania roli szkół
specjalnych: w praktyce miałoby to oznaczać ściślejszą współpracę ze szkołami zwykłymi i
częstsze włączanie dzieci do szkół głównego nurtu. Po tym dokumencie ukazały się następne,
jak np. Program Działania (1998), w którym cele wytyczone w pierwszym dokumencie
rozpisano na poszczególne działania. Na przykład, by zbliżyć się do realizacji celu wysokich
oczekiwań skierowano odpowiednie środki finansowe (rządowe) wspierające realizacje
Narodowego Programu Nauki Czytania i Liczenia w odniesieniu do dzieci o specjalnych
potrzebach edukacyjnych tak, by nie pozostawały one w tyle. Także specjalne szkoły średnie
włączono do programu nauczania techniki, języków, sztuki i sportu. Wprowadzono programy
wczesnej interwencji. Gdy chodzi o wsparcie rodziców, wszyscy rodzice mający dziecko z
orzeczeniem (a nawet bez takiego orzeczenia) powinni mieć dostęp do ich własnego,
indywidualnego doradcy (independent parental supporter); wymóg ów dotyczy równie
rodziców dzieci w wieku przedszkolnym. Co do promowania włączania „kiedykolwiek to
możliwe”, skierowano odpowiednie środki rządowe na fizyczne przygotowanie zwykłych
szkół do obecności w nich dzieci o specjalnych potrzebach edukacyjnych, rozwijanie
kontaktów miedzy szkołami specjalnymi a szkołami głównego nurtu i wspólne
rozwiązywanie problemów dzieci z trudnościami emocjonalnymi i zachowaniowymi. Lokalne
władze oświatowe zobowiązano do publikowania własnych planów dotyczących włączania
Przykłady dobrej współpracy szkół specjalnych ze szkołami głównego nurtu mają być
upowszechniane. Planuje się również odpowiednie badania, których celem
będzie ocena wdrażania tych zmian.

W odniesieniu do lepszych warunków kształcenia personelu skierowano odpowiednie
środki rządowe po to, by zapewnić nauczycielom i innym specjalistom nowe, konieczne przy
podejściu włączającym kwalifikacje. Szkolenie to ma być dostępne na poziomie lokalnych
władz oświatowych Ma być na nowo określona rola psychologa wychowawczego.
Szczególne wsparcie zawodowe mają otrzymać instytucje zajmujące się uczniami
zaburzonymi emocjonalnie lub z trudnościami zachowania.
Poświęćmy nieco uwagi kluczowej roli koordynatora specjalnych potrzeb edukacyjnych (SENCO – Special Educational Needs Coordinator). Jego funkcją jest pomaganie szkołom - pisze Mittler - w
rozwijaniu bardziej włączającej polityki. Spoczywa na nim zatem ogromna
odpowiedzialność. Obecnie planuje się 2 - 3-dniową obecność takiego koordynatora w szkole,
zależnie od potrzeb lokalnych. Koordynator nie uczy; jest kimś w rodzaju facylitatora i
menedżera. Jego obowiązki zostały określone m.in. następująco:„zasadniczym zadaniem jest
wspieranie dyrekcji w zyskaniu pewności, że cały personel nauczający jest świadom
konieczności planowania swoich lekcji w taki sposób, by zachęcał on do uczestnictwa i
uczenia się wszystkich uczniów” (s. 91). Rola SENCO jest zatem po części kontrola, ale także
- przywództwo, tj. przekonywanie dyrekcji i grona nauczycielskiego do idei włączania. To
wszystko obok i oprócz kwalifikacji w dziedzinie szkolnictwa specjalnego, i wiedzy o innych
możliwych różnorodnościach uczniów.
Opisanym wyżej zmianom i wytycznym organizacyjnym towarzyszą w Wielkiej Brytanii
zmiany programów nauczania tak, by uczynić je bardziej dostępnymi dla uczniów i w tym
sensie włączającymi


Narodowy Program Nauczania 2000
Został on przygotowany w taki sposób, że w każdej komisji przedmiotowej były osoby
z odpowiednim doświadczeniem w nauczaniu dzieci o wyjątkowych potrzebach. Mittler
wskazuje na następujące walory tego programu: po pierwsze opiera się on na zestawie jasno
sformułowanych wartości; po drugie wartości owe odzwierciedla wyraźna deklaracja, co do
włączania; po trzecie nowe szersze cele odzwierciedlają szersza perspektywę tego, czym
edukacja może być.

A oto podstawowe wartości, które legły u podstaw Curriculum 2000 w Wielkiej Brytanii:

  • ja (jaźń) (the self) - cenimy samych siebie jako unikalne istoty ludzkie zdolne do rozwoju duchowego, moralnego, intelektualnego i fizycznego;
  • relacje międzyludzkie - cenimy innych jako takich, a nie tylko za to, co mogą lub chcą dla nas zrobić, cenimy związki międzyludzkie jako podstawowe tak dla naszego własnego rozwoju i spełnienia, spełniania się innych osób oraz dla dobra wspólnoty;
  • społeczeństwo - cenimy prawdę, wolność, sprawiedliwość, prawa człowieka, państwo prawa i zbiorowy wysiłek dla dobra wspólnego. W szczególności cenimy rodzinę jako źródło miłości i wsparcia dla wszystkich swych członków i podstawę społeczeństwa, w którym ludzie troszczą się o siebie nawzajem;
  • środowisko - cenimy środowisko, zarówno naturalne, jak i to tworzone przez człowieka, jako podstawę życia i źródło piękna i inspiracji (s. 99 - 100).



Narodowy Program Nauczania wprowadza też elementy edukacji zdrowotnej, elementy
wiedzy społecznej konieczne w społeczeństwie wieloetnicznym i wielokulturowym (np.
różnorodność etniczna, moc przesądów etnicznych), nauczanie aktywnego przeciwstawiania
się rasizmowi i wszelkim formom dyskryminacji, nauczanie współpracy z osobami
odmiennymi od samych siebie, a także mocny watek edukacji obywatelskiej, np. prawa i
obowiązki obywatela, różnorodność tożsamości narodowych, regionalnych, religijnych i
etnicznych. Wchodzą tu także takie zagadnienia jak rozwijanie umiejętności badawczych i
komunikacyjnych oraz rozwijanie umiejętności uczestnictwa i odpowiedzialnego działania (w
tym np. używanie wyobraźni w celu postawienia się w sytuacji innych ludzi; generalnie -
rozwijanie umiejętności refleksji nad i wyrażania poglądów, które nie są naszymi własnymi),
co może prowadzić do budowy podstaw tolerancji.

Mittler podkreśla, że zwłaszcza też ostatnio wyliczone powyżej treści nauczania mają
szczególną wagę z punktu widzenia włączania uczniów o wyjątkowych potrzebach.

Czytelnik jest wysoce zainteresowany, jak powyższe ideały i wartości nauczania można
przekładać na konkretną praktykę pedagogiczną w życiu codziennym szkoły. Takich
konkretów, np. tematów rozpisanych na konkretne lekcje w omawianej pracy prof. Mittlera
nie znajdziemy. Niemniej jednak osobny rozdział poświęca autor przybliżeniu owych założeń
do praktyki.


Ku praktyce włączającej
Otwierając ów rozdział, Mittler powiada, że każda szkoła będzie musiała przezwyciężać
własne przeszkody na tej drodze, ale jego wieloletnie pedagogiczne doświadczenie, jak sądzę,
nasuwa mu komentarz że: „najtrudniejszą barierę stanowi głęboko zakorzenione i nie zawsze
jawnie wyrażane przekonanie, po co w ogóle wybierać się w też podróż” (s. 114). Następnie
autor jeszcze raz przypomina podstawowe założenia nauczania włączającego. Krótko
przypomnijmy i my:
??wszystkie dzieci uczęszczają do szkoły w sąsiedztwie do zwykłych klas z odpowiednim wsparciem
??wszyscy nauczyciele akceptują odpowiedzialność za wszystkich uczniów otrzymując odpowiednie wsparcie i możliwości rozwoju zawodowego
??szkoły dokonują przewartościowania swych wartości: przebudowują swoją organizację,
program nauczania i sposoby oceny w celu przezwyciężania barier dla uczenia się i uczestnictwa uczniów oraz w celu objęcia troską pełnego wachlarza uczniów we własnej szkole i we
wspólnocie lokalnej (s.113 - 114).


Mittler zauważa, że mimo jasności sformułowań, nadal wyliczenie owo może budzić
kontrowersje. Na przykład określenie „wszystkie dzieci” dotyczy także dzieci, które obecnie
są albo w szkołach specjalnych, albo specjalnych klasach. Podobnie określenie „szkoła
w sąsiedztwie” rozumiane literalnie musiałoby oznaczać, że każda szkoła jest tak
wyposażona, by zdolna była przyjąć także uczniów o wyjątkowych potrzebach. Póki co, w
Wielkiej Brytanii powstają szkoły tak dodatkowo wyposażone, aczkolwiek nie zawsze są one
usytuowane w społeczności lokalnej danego dziecka.


Organizacja nauczania
A oto przykład dyrektyw dla szkół włączających, gdy chodzi o organizacje nauczania:

  • lekcje buduje się tak, by uwzględniały różnorodność uczniów
  • lekcje muszą być dostępne dla wszystkich uczniów
  • w lekcjach rozwija się umiejętność rozumienia różnicy
  • uczniowie są aktywnie zaangażowani we własne uczenie się
  • uczniowie uczą się we współpracy wzajemnej
  • sposób oceny ma służyć zachęcie wszystkich uczniów
  • dyscyplina w klasie opiera się na szacunku wzajemnym
  • nauczyciele planują, przeglądają materiał i nauczają w płaszczyźnie partnerskiej
  • asystenci wspomagający nauczanie (learning support assistants - LSA) mają je rzeczywiście wspomagać i dążyć do uczestnictwa każdego ucznia
  • praca domowa ma przyczyniać się do uczenia się wszystkich
  • wszyscy uczniowie biorą udział w zajęciach pozaklasowych (s. 116).



Rozważmy - za Mittlerem - jak powyższe dyrektywy dałyby się przełożyć na konkretne
kwestie, konkretne pytania wiążące się już z konkretna praktyka pedagogiczna. Na przykład
w odniesieniu do dostępności lekcji dla wszystkich uczniów, pytania takie mogłyby brzmieć
następująco:

  • czy przykłada się szczególna wagę do dostępności języka pisanego i mówionego?
  • czy lekcje opierają się na pozaszkolnym doświadczeniu językowym uczniów?
  • czy język techniczny jest wyjaśniany i ćwiczony w trakcie lekcji?
  • czy materiał nauczania odzwierciedla zaplecze i doświadczenia wszystkich uczących się?
  • czy wszystkie lekcje są równie dostępne dla wszystkich chłopców i wszystkich dziewczynek oraz zawierają zakres działań pokrywający się z zainteresowaniami obu płci?
  • czy stwarza się możliwość uczniom, dla których angielski jest drugim językiem, by pisali i mówili w języku macierzystym?
  • czy uczniowie w pełni mogą uczestniczyć w programie nauczania, czy są ubrani stosownie do swych przekonań religijnych?
  • czy dokonuje się zmian w programie nauczania dla tych uczniów, których przekonania religijne nakazują im wstrzymywanie się od uczestnictwa np. w lekcjach muzyki lub sztuki?
  • czy nauczyciele rozumieją konieczność uczynienia wysiłku fizycznego, niezbędnego dla ukończenia zadań przez pewnych uczniów: niepełnosprawnych lub przewlekle chorych oraz zmęczenia, które się w wyniku pojawi?
  • czy nauczyciele są świadomi wysiłku umysłowego, czynionego przez pewnych uczniów, np. czytających z ust lub korzystających z pomocy wizualnych?
  • czy nauczyciele dostrzegają konieczność poświecenia dodatkowego czasu potrzebnego uczniom niepełnosprawnym, by mogli korzystać ze sprzętu w zajęciach praktycznych?
  • czy grono jest w stanie zapewnić alternatywne sposoby dostarczania doświadczeń bądź zrozumienia tym uczniom, którzy nie mogą brać udziału w poszczególnych zajęciach? (s. 116 – 117)


Są to - jak sądzę - bardzo trudne pytania, z punktu widzenia życia codziennego szkoły,
nawet w kraju bogatym, i przy tym poziomie obsługi potrzeb uczniów o specjalnych
potrzebach, który już zapewniają szkoły brytyjskie.

Jak z powyższych pytań wynika, kluczem dla podejścia włączającego - jednym
z głównych kluczy - może się okazać dyferencjacja, różnicowanie treści nauczania (i metod
nauczania) stosownie do potrzeb ucznia (czy całej grupy uczniów - np. reprezentujących
mniejszość etniczna bądź religijna), zatem jej istotę stanowi poszanowanie różnic
indywidualnych.


Ocenianie
W Wielkiej Brytanii dominuje testowy system oceniania, ale czynione są wysiłki
zmierzające do wyjścia poza ów system tak, ażeby obejmowało ono rozwój fizyczny,
osobowy i uczuciowy wychowanka, a także by przywiązywano większą wagę do względnie mniejszych osiągnięć akademickich („małych kroczków”) oraz jasności wiedzy ucznia co do tego, za co precyzyjnie jest oceniany.


Wsparcie
Wspomniałam już wcześniej, że każda szkoła brytyjska ma obecnie koordynatora ds.
potrzeb specjalnych (SENCO) oraz ok. 40 tysięcy asystentów wspierających nauczanie
(LSA), tak w szkołach głównego nurtu, jak i specjalnych. Podobnego wsparcia dostarczają
lokalne władze oświatowe oraz okazują się odpowiednie publikacje. Wsparcie - jak pisze
Mittler - rozumiane jest jako coś dodatkowego, zewnętrznego wobec szkoły i jej zastanych zasobów
ludzkich i wyposażenia, podczas gdy, zdaniem autora, można je także rozumieć inaczej.
Może ono polegać na przykład na wspieraniu się nauczycieli nawzajem, którzy do i tak
istniejących miedzy nimi więzi nieformalnych, dodają celowo powołaną grupę wsparcia
poświęconą już to konkretnemu dziecku, już to problemom całej grupy uczniów. Służy taka
grupa możliwości przedyskutowania i przepracowania danego problemu.

Wspólne nauczanie jako wsparcie
Wiąże się z obecnością w klasie - czasowa lub stała - drugiego dorosłego. Ta nowość jest
raczej źle widziana przez nauczycieli brytyjskich, jako zagrożenie dla ich autonomii, choć
obecność taka bywa pomocna, zwłaszcza w świetle nowych zadań Chodzi o współprace z
nauczycielami wspomagającymi

Dzieci wspierające dzieci
Uczenie się rówieśnicze (peer tutoring), którego znaczenie - wedle prof. Mittlera
- w krajach zachodnich rośnie, wydaje się szczególnie skuteczne w przypadku nauki czytania.
Może się odbywać z interwencją nauczyciela lub całkowicie nieformalnie. Z badań wynika
bowiem, że uczniowie z trudnościami na ogół spotykają się z pomocą i wsparciem ze strony
rówieśników


Inne rodzaje wsparcia
Innego rodzaju wsparcie zapewniają lokalne władze oświatowe np. pomoc
psychologiczną, ale inne rodzaje usług szkoły brytyjskie muszą kupować. Brakuje
psychologów wychowawczych, którzy powinni być przy każdej szkole. Zakłada się, że jeden
taki specjalista powinien obsługiwać 5 000 dzieci w każdym wieku. Planuje się, by
pośrednikiem miedzy psychologiem wychowawczym a szkoła stali się koordynatorzy
(SENCO).

Mittler zamyka ów rozdział stwierdzeniem, że to, czego szkoły potrzebują na drodze ku
nauczaniu włączającemu, już w nich istnieje, podkreśla zwłaszcza przygotowanie i
kompetencje nauczycieli. Paradoksalnie jednak, zauważa autor, często pełni są oni niewiary
we własne umiejętności włączającego nauczania. Mittler sądzi, że szczególną przeszkodę dla
zmian stanowią zmistyfikowane wyobrażenia na temat nauczania dzieci o specjalnych
potrzebach i specjalnego wyposażenia w ogólności. Utrzymywanie w zwykłych szkołach specjalnych asystentów przyczynia się, zdaniem Mittlera, do „wzmacniania głęboko zakorzenionego przekonania, że specjalne przygotowanie i wiedza są konieczne dla nauczania 'tych dzieci' ”
(s. 131).
Kluczem do zmiany, zdaniem Mittlera, jest przemiana takich i podobnych przekonań
żywionych przez nauczycieli. Zważywszy, że sam prof. Mittler jest wybitnym specjalista
w dziedzinie szkolnictwa specjalnego, jest to opinia warta przemyślenia Mittler musi mieć
jednak na myśli dzieci o umiarkowanym stopniu niepełnosprawności, gdy przytacza
jednocześnie dokumenty ustalające standardy dla zapewnienia szkołom pomocy
specjalistycznej w przypadku nauczania dzieci z poważnymi zaburzeniami fizycznymi bądź
intelektualnymi
(s. 142 - 144). Istnieje jednak pytanie - kontynuuje Mittler - kto powinien takie
specjalistyczne umiejętności posiadać? Czy należy sprowadzać do szkół specjalistów, czy te
to sami nauczyciele mogliby takie kwalifikacje w trakcie normalnego przygotowywania się
do zawodu zdobywać?

Cały rozdział poświęca autor właśnie szkoleniu nauczycieli, to znaczy przedstawia
brytyjskie standardy w tym względzie Wskazuje na role porozumień lokalnych, regionalnych
w organizowaniu szkoleń potrzebnych dla realizacji edukacji włączającej Takie
porozumienie może bowiem zasadzać się na współpracy lokalnej służby zdrowia, opieki
społecznej, sektora wolontariatu czy np. terapeutów mowy lub językowych. Podkreśla też, że
w pracach rządowych dotyczących włączania uczestniczyły osoby reprezentujące interesy
uczniów niepełnosprawnych.


Rodzice i nauczyciele
Prof. Mittler przypomina, że mało uwagi poświęca się temu problemowi
w przygotowaniu zawodowym. Pyta: „jak wielu nauczycieli przygotowując się do zawodu
miało okazje uczestniczenia w kursach lub szkoleniu dotyczącym potrzeb rodziców (rodzin) i
kształtów możliwej współpracy?” (s. 153). Jak wielu - kontynuuje autor - miało wtedy okazje
wysłuchać rodziców? I dodaje, że rzecz nie tylko, i nie tyle w formalnym szkoleniu, ale w
dostrzeganiu przez nauczycieli problemu jako takiego. Oczywiście i w tej kwestii istnieją w
Wielkiej Brytanii pewne standardy, głównie zobowiązujące szkołę do konkretnych działań
wobec rodziców. Ważna rola w tej kwestii przypada też brytyjskim inspektorom. Zakłada się,
że przepływ informacji rodzice - szkoła powinien odbywać się dwukierunkowo. Ze strony
szkoły, oprócz zebrań rodziców, mogą to być odpowiednie druki informacyjne, raporty czy
popularnie zwane ankiety. W przypadku szkoły multietnicznej - kasety, kasety wideo z
materiałami informacyjnymi dotyczącymi programu nauczania i życia szkolnego w językach
macierzystych rodziców.

Jednym z najtrudniejszych problemów praktyki pedagogicznej jest dotarcie do rodziców
nieosiągalnych Mittler przekonuje jednak, że jest to raczej przeświadczenie nauczycieli a nie
samych rodziców. Przytacza wyniki badań, w których okazywało się, że rodzice przypisywani
do tej kategorii (np. ubodzy) byli skłonni chętnie i w sposób odpowiedzialny współpracować
ze szkołą pod warunkiem, że przekona się ich, że dana szkoła lub projekt rzeczywiście służy
edukacji ich dziecka, ucieczce od biedy i pomoże w awansie społecznym. Z badan wynika
też, i tacy rodzice chętnie przyjmowali nauczycieli w swych domach (s. 156 - 157). Kwestia
domowych wizyt nauczycieli, zwłaszcza w społeczeństwie brytyjskim - dodajmy, tak
ceniącym prywatność - może być kontrowersyjna. Mimo to od lat taki obyczaj istnieje w
szkołach prowadzonych przez wspólnoty lokalne (community school) i w środowisku szkół
specjalnych. Zgodnie z ostatnimi raportami oświatowymi, wiele lokalnych władz
oświatowych finansowało w Wielkiej Brytanii specjalnych nauczycieli - łączników dom -
szkoła, jako członków grona nauczającego; inicjatywa ta utrzymuje się obecnie w niewielu
szkołach, w zasadzie jedynie w wielkich miastach. Mittler uważa, że bardzo dobrych
przykładów takiej współpracy nauczyciele - rodzice dostarczają doświadczenia rodzin z
dziećmi niepełnosprawnymi, gdzie taki „roboczy” kontakt jest na porządku dziennym.
Wartością wyjściowa takich kontaktów winien być szacunek dla indywidualności danej
rodziny. Zważywszy ponadto, jak współczesna rodzina się zmienia (rozwody, samotne
rodzicielstwo itp.), dzieci o wyjątkowych potrzebach będzie przybywać i kontakt z ich
opiekunami stanie się tym bardziej ważny.Inaczej nauczanie stanie się mniej skuteczne.
Podobnie - powiada Mittler - nie może być mowy o nauczaniu włączającym, jeśli wielu
rodziców (lub całe ich kategorie) podlega wyłączeniu z dyskusji i podejmowania decyzji co
do wykształcenia własnego dziecka. Autor podkreśla jednocześnie, że nic tu się nie da
nakazać z góry. Każda szkoła musi wypracować własny model współpracy z rodzicami.


Napięcia i dylematy
Ostatni rozdział swej książki poświecą prof. Mittler napięciom i dylematom, jakie
stwarzają współczesne tendencje zmian oświatowych. Niektóre z tych dylematów mogą się
okazać bliskie i nam w Polsce, w fazie dynamicznego rozwoju gospodarki rynkowej. Na
przykład jak pogodzić oddanie idei włączania i równości szans z wartością konkurencji oraz
działania rynku w odniesieniu do oświaty i innych służb publicznych? Podobnie - pisze
Mittler- w Wielkiej Brytanii problem niższych osiągnięć szkolnych w związku z biedą pozostaje
w dużym stopniu tematem tabu, choć istnieją statystyki wykazujące niezbicie wpływ biedy na
gorsze wyniki nauczania. Dalej - problemem pozostaje nauka po 16 roku życia, choć w
Wielkiej Brytanii czyni się wiele wysiłków, by młodzie naukę kontynuowała, nie
powiększając grona bezrobotnych.

Gdy chodzi o włączanie dzieci o wyjątkowych potrzebach, w Anglii toczy się dyskusja
wokół orzeczeń. Zadaje się pytanie, czy są one w ogóle potrzebne, skoro ponad 60% dzieci
z orzeczeniami uczy się w zwykłych szkołach. Dyskusja ta jest ściśle związana z kwestiami
finansowania szkół (do tej pory pieniądze szły za orzeczeniem), z mniej indywidualistycznymi metodami finansowania, a raczej finansowaniem mającym na celu
dobro szkoły jako całości.

Inną kwestią, kwestią przyszłości jest istnienie szkół specjalnych, w świetle doświadczeń
integracji oraz idei włączania (rosnąca tendencja obecności dzieci o specjalnych potrzebach
edukacyjnych w zwykłych szkołach). Na razie kładzie się nacisk na dobra współprace miedzy
szkołami zwykłymi a specjalnymi. Uczy się w nich obecnie ok. 100 tysięcy dzieci.

Wielkim problemem, tak gdy chodzi o kompetencje, jak i sposób finansowania pozostaje
w Wielkiej Brytanii - zdaniem Mittlera - rola lokalnych władz oświatowych, generalnie,
i w szczególności, w kwestiach przyszłości szkolnictwa specjalnego.

W końcowym rozdziale raz jeszcze Mittler powtarza: „włączanie jest procesem, pewną
podróżą raczej niż punktem przeznaczenia”. I jeszcze: „Jakkolwiek dobrze zarządzane
i prowadzone, włączenie dokonuje się, po pierwsze i ostatnie, w klasie” (s. 177).


Uwagi końcowe
Książka prof. Mittlera jest bardzo interesująca. Omawiając ją, starałam się wydobywać
idee i tendencje ogólniejszej natury, przekładalne w jakiś sposób na polski system oświatowy
i nasze problemy. Lektura tej pracy wymaga dobrej orientacji w brytyjskim systemie
szkolnym, tak by wychwycić niuanse przemian. Dla tego przeglądu zagadnień poruszanych
przez autora nie było to jednak konieczne. Z książki wynika dla nas i taka pocieszająca
prawda, że nie tylko nasz system oświatowy przeżywa wstrząsy zmian. Zmiana szkoły staje
się znakiem naszych czasów, a odpowiedzialność nauczyciela chyba nigdy w historii nie była
większa

 



Zobacz również:




Bądź pierwszym, komentującym ten artykuł

Only registered users can write comments.
Proszę się zalogować.

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »

Logowanie

Witaj Gość.






Nie pamiętam hasła
Nie masz konta? Załóż sobie

Wyszukiwarka