Skip to content
Milcz, jak do mnie mówisz Drukuj

Źródło: http://kobieta.gazeta.pl/wysokie-obcasy/1,53663,5155546.html

Z Dorotą Zawadzką, psycholog prowadzącą program 'Superniania', rozmawiała Joanna Sokolińska

Program miał być o niegrzecznych dzieciach. A co się okazało? Że jest o niegrzecznych rodzicach. Jako superniania w swojej pracy często rozmawiam z wycofanymi ojcami, z matkami, które nie lubią swoich dzieci.

Czego się pani dowiedziała o polskich rodzinach dzięki pracy superniani?

Czego się dowiedziałam? Jako superniania w swojej pracy często rozmawiam z wycofanymi ojcami, z matkami, które nie lubią swoich dzieci. Czasem na nie wrzeszczę, czasem pytam, co się stało z tymi dziewczynami, którymi kiedyś były. Co się stało? Dlaczego stałaś się sfrustrowaną matką piersią? Pytam ojców: 'Dlaczego uciekasz w pracę?'.

Co odpowiadają?

Bo ona, ta praca, mnie kocha.

A żona nie?

Tak głęboko bym nie chciała wchodzić. Ojcowie uciekają, bo żony ich nie dopuszczały do niemowlęcia. Robert, mój mąż, kiedyś powiedział: bo 'faceci śpią od ściany'. A znaczy to tylko tyle, że odpuszczają sobie pewne domowe sprawy, i to nie tylko w nocy. Jak przyjeżdżam do takiego domu, gdzie facet od pięciu lat śpi od ściany, to ja go pytam: 'Stary, gdzie ty jaja zgubiłeś?'.

A on?

Bo wiesz, bo ona jeszcze karmi, bo to, bo śmo. Wie pani, naprawdę w tych czasach kobiety stają się bardziej męskie, a mężczyźni - zniewieściali. Kobiety chcą za wszelką cenę udowodnić, że są lepsze we wszystkim, a faceci czują, że nie muszą nic udowadniać, i w związku z tym często nie robią nic. A do domu wpadają tylko po gitarę. Widziałam różne badania, które to potwierdzają - pewnych rzeczy mężczyzna nie potrafi przyjąć na klatę.

Na przykład?

Że mu się rodzi dziecko niepełnosprawne. Nie, on jest za delikatny, on sobie nie poradzi. Więc odchodzi.

Kiedyś było inaczej? Zostawał?

Kiedyś były silniejsze więzi międzyludzkie i rodzinne. Inaczej żyliśmy, mieliśmy dla siebie o wiele więcej czasu.

Czemu tak się dzieje?

Bo choć tyle się mówi ciągle o równouprawnieniu, o konieczności walki ze stereotypami, wciąż nimi żyjemy. I to jest problem, bo jednocześnie nasze życie się zmieniło, świat wygląda inaczej. Dziś to kobiety rządzą rodzinami. Tylko jedne się do tego otwarcie przyznają, a inne nie. To jest nowe. I kobiety mają poczucie winy, bo wychowano je tak, że to ojciec, mężczyzna, ma decydować. Że on zarabia, a ona ma siedzieć w domu. A u nich tak nie jest.

Tylko jak? One decydują, one zarabiają?

Zarabiają oboje, ale domem nadal zajmują się one. W niewielu rodzinach jest układ partnerski: oboje jesteśmy zmęczeni, ale oboje coś w domu robimy albo oboje nie robimy.

Dla mnie to, co pani mówi, jest przerysowane.

Nie miałam takich radykalnych opinii przed tym programem. Po dwóch latach występowania w roli 'Superniani' dochodzę do wniosku, że wcześniej byłam idealistką! Byłam nią, kiedy mówiłam moim studentom, że związki partnerskie istnieją. Oni - że nie, a ja, że owszem, są. Teraz widzę, że to rzadkość.

Na ile pani podopieczni są do siebie podobni?

Zwykle to są ludzie, którym się coś w życiu nie udało. Są zdesperowani, pragną zmiany i dlatego zgłosili się do nas. Czy są podobni? Może tak. Kiedyś zorientowałam się, że często mówię im to samo.

Że w rodzinie jest chaos i nie ma wyznaczonych jasnych granic.

Tak. To jest pochodną tego, że rodzice ze sobą nie rozmawiają. Dlaczego wprowadzone przeze mnie reguły tak szybko działają? Bo do tej pory matka mówiła: czarne, ojciec: białe, więc ciągle były konflikty. A teraz znikły, dziecko widzi, że rodzice mówią jednym głosem. Na przykład: jeśli mama zabrania jedzenia słodyczy przed posiłkiem, to tata ją w tym wspiera, a nie stara się być od niej 'lepszy', pozwalając dzieciakom na wszystko. Czasem naprawdę drobna zmiana powoduje, że zmienia się wszystko. Dlaczego te rodziny są takie, jakie są? Skąd u nich taki poziom chaosu i stresu?

Wszyscy rodzice mówią to samo: bo nie mamy czasu, bo w dzisiejszych czasach tak się pracuje, bo nie możemy wyjść na czas, bo mamy za mało pieniędzy, bo jesteśmy tym sfrustrowani. Są tak zmęczeni i tak sfrustrowani, że nie współpracują. Boże, coraz częściej łapię się na tym, że uogólniam! Ale wie pani, na 22 rodziny miałam zaledwie kilka takich, w których rodzice dawali sobie wsparcie.

Kilka?

Tak. Pozostali pytali: mamy to robić razem? Jak to: razem? No, tak jak razem robiliście dziecko, tak teraz powinniście je razem wychowywać. To bardzo ważne: rodzice muszą współpracować. A tu kobieta mi mówi: ja kocham mojego męża, ale go nie lubię. Albo: ja kocham moje dzieci, ale czasem ich nienawidzę.

Może źle dobrała słowa?

A jak to powtarza 20 razy? Czasem mówię rodzicom - wy nie wychowujecie dzieci, wy je hodujecie: karmicie, ubieracie, czasem rzucicie piłkę. Program miał być o niegrzecznych dzieciach. A co często wychodzi? Że jest o niegrzecznych rodzicach. Proszę mnie dobrze zrozumieć - ja nie czuję wobec nich złości. Ale uważam, że błąd można popełnić raz. Ale nie powtarzać. A ludzie to robią.

Powtarzają własne błędy czy błędy swoich rodziców?

Pytam matkę: czemu to robisz? Czemu mówisz dziecku, że jak nie umyje głowy, to mu się robaki w mózgu zalęgną? Bo moja matka tak mówiła. Czemu się ciągle czepiasz jedzenia, nic tylko: ile zjadło i ile zjadło? Bo moja matka tak robiła. I mówi mi to kobieta, która ma bulimię!

Wróćmy do początku, do diagnozy. Dlaczego tak jest?

Nie wiem. Może to się bierze z braku szacunku do dziecka? To przecież 'tylko' dziecko. Ono i tak nie będzie pamiętało - mówią rodzice, i to ma usprawiedliwiać, że na nie krzyczą, że szarpią albo że je straszą. Być może za pięć czy dziesięć lat dziecko nie będzie pamiętało, w takim znaczeniu, że nie będzie umiało opowiedzieć, co się w domu działo, ale to w nim zostanie i będzie w nim siedzieć. Z 12-latkiem możemy tylko negocjować. Ale dziecko pięcioletnie to, co mu damy, co powiemy, przyjmie jako swoje. Wie pani, co jest dla ludzi najważniejsze w kontakcie z dzieckiem?

Dla matki - jedzenie. Dla ojca - bezwzględne posłuszeństwo. 'Milcz, jak do mnie mówisz' - taki przekaz wciąż bardzo często słychać w domach. Oboje - i matka, i ojciec - wydają dzieciom polecenia. Nie zadają pytań, a jeśli zadają, to nie słuchają odpowiedzi. Bo wiedzą lepiej. Po kilku odcinkach zauważyłam, że nie pozwalamy dziecku mieć problemów. Ma wstać codziennie jak skowronek, być szczęśliwe, radosne - bo jest dzieckiem. Może powinniśmy zrobić kampanię, jak wychowywać dzieci, nauczyć rodziców więcej o rozwoju, wychowaniu, potrzebach dzieci. Wie pani, że ojcowie nie znają swoich dzieci?

Co to znaczy?

Na 20 pytań dotyczących dziecka ojciec zna odpowiedź na dwa. Głównie, co było w szkole, bo o to pytał. Ale już nie wie, co się dziecku śniło, czego się boi, co lubi. Dlaczego tego nie wie? Bo z dzieckiem nie rozmawia. Mówię: rozmawiaj, niedługo on już w ogóle nie będzie do ciebie mówił. Na spotkaniu z maturzystami zapytałam, o czym rozmawiają z rodzicami. Oni na to: z rodzicami? Pani żartuje? Tam w klasie maturalnej ośmioro dzieci nie mieszkało już z rodzicami. W wielu domach nie ma stołów.

Jak to?

Nie ma. Są ławy. Albo - dzieci mają swoje siedziska, wysokie krzesełka, a rodzice jedzą przy stoliku w kuchni. Nie ma dużego stołu, przy którym mogą usiąść wszyscy i razem zjeść. Wszystko na szybko. Czas to bardzo ważna kwestia. Zaczepiła mnie ekspedientka w sklepie i pyta, co ma zrobić, żeby odzwyczaić dziecko od pieluch. Niech pani rano puści córkę na godzinę bez pieluchy. Nie, rano to ja nie mogę, bo praca. No to wieczorem. Nie, nie, wieczorem też się nie da. No, dobrze, no to w niedzielę. Ale tu się pracuje także w weekendy. No to o co mnie pani właściwie pyta?

Powinna się zwolnić?

Kobiety powinny zawalczyć o to, żeby mężczyzna był ojcem, a nie tylko dawcą. Bo jeśli są dwie osoby, które dzielą się obowiązkami i opieką nad dzieckiem, to już jest łatwiej. I druga rzecz to maksymalne wykorzystywanie tego czasu, który jest. Odwożąc dziecko do szkoły, można w samochodzie włączyć radio i słuchać wiadomości albo rozmawiać przez telefon, a można też wyłączyć muzykę i porozmawiać, to będzie już wspólnie przeżyte pół godziny. Sprzątanie, szykowanie obiadu - w te czynności też można wciągnąć dzieci. A jeśli jeszcze zrobi się z tego zabawę - to już będzie świetnie

Jaki jest program minimum dla rodzica?

Pierwszy uśmiech, pierwsze słowo, pierwszy ząb, pierwszy krok, pierwszy dzień w szkole, pierwsza miłość - nic z tego nie może rodzicowi umknąć. Ani matce, ani ojcu. Program minimum to nierezygnowanie z pryncypiów, czyli - nie kłamiemy, nie bijemy, nie pozwalamy w naszym domu na przeklinanie. To jeden posiłek jedzony wspólnie. Albo chociaż założenie: staramy się jeść razem. Weekend powinniśmy w całości poświęcać rodzinie. Planujmy go wspólnie.

Co robić, żeby w domu nie było wiecznej wojny?

Dużo można odpuścić, w wielu przypadkach pomaga zostawienie dziecku prawa wyboru: którą chcesz włożyć czapkę - tę czy tę? Mówimy tu oczywiście o młodszych dzieciach. Bardzo dużą wagę przywiązujemy do jedzenia, sprzątania i higieny. To są obowiązki, więc w domyśle - muszą być ciężkie. A nie muszą. Zamiast rozkazu: sprzątnij pokój, zaproponuj, że zrobicie to wspólnie, i potraktuj to jako zabawę, kto pierwszy wrzuci więcej klocków do pojemnika. Jedzenie? Zobacz, szpinak to góra, to jest wulkan, ciekawe, czy wybuchnie. Pielucha - bach, sprawdźmy, czy trafisz nią do kosza.

Zabawa kluczem do szczęścia?

Tak. Ciągle mówię moim mamom: wyluzuj. Matki wciąż te dzieci przebierają. Bo się pobrudziło, bo soczkiem poplamiło, bo co ludzie powiedzą. Albo czesanie włosów dziewczynkom. Godzinami. Grzebień ciągnie, warkocz się rozplata, to znowu, czeszą, ciągną, dziecko płacze. Po co? Ja tego nie rozumiem. Matka mi mówi, że dziecko jest niegrzeczne. Co to znaczy? Nie słucha mnie i nie je. Mówię: odpuść, nie walcz. Chce jeść zupę widelcem? Niech je. Do trzeciego roku życia. Kucharze zachęcają, żeby dzieci jadły też palcami.

A po trzecich urodzinach już tylko łyżka? Tak z dnia na dzień?

No nie, po drodze uczymy. To jemy łyżką, to widelcem, tak trzymamy nóż. Dziesięć minut jesz ręką, a teraz pokaż, jak umiesz widelcem. O, jak ładnie! Zaplamiło się? Upierze się.

Skoro to takie łatwe, to z czego bierze się ten chaos i brak reguł?

Bo chcemy mieć najlepsze, najładniejsze dziecko. Bo chcę się pokazać, jaką jestem świetną matką. Lepszą niż sąsiadka. A trzeba pamiętać, co jest na końcu tej drogi. Ważne, jakiego człowieka chcemy wychować. Grzecznego, posłusznego, przekonanego, że jego zdanie nie jest ważne, tłamszącego swoje uczucia czy otwartego, ciekawego świata, potrafiącego bronić własnego zdania. To jest ważne, żeby wiedzieć, dokąd zmierzamy. Większość rodziców kładzie zbyt duży nacisk na to, żeby dzieci były posłuszne. Zrobiliśmy happening dla dzieci. Wchodzi chłopiec, pytam: jaki jesteś? Powiedz o sobie. On: niegrzeczny. Następny - to samo. Trzecia wchodzi dziewczynka. Jaka jesteś? Grzeczna. To jest to, czego chcemy od dzieci: żeby były grzeczne. Chcesz wiedzieć, jak je wychowujesz? Poradzę ci - zapytaj swoje dzieci: jaki jesteś? Dużo się dowiesz. Ale matki zazwyczaj pytają: co było na obiad?

Dlaczego?

Bo to jest temat. Musi rozwinąć: buraczki, kotlecik, ziemniaczki. A jak zapyta, co było w szkole, to usłyszy: nic. Małgorzata Liszyk-Kozłowska, świetny psycholog, mówiła mi, że uczy rodziców, by prosili dzieci: opowiedz mi trzy ważne dla ciebie rzeczy, jakie się dziś wydarzyły. Warto spróbować, bo dzięki temu możemy więcej dowiedzieć się o ich świecie.

Dlaczego tak mało o nim wiemy?

Dzieci czasem nie wiedzą, jak odpowiedzieć na pytania rodziców, albo odpowiadają tak, że rodzice nie wiedzą, o co chodzi. Czasem ich nie słuchamy, nie ufamy im. To się wiąże z szacunkiem, a raczej z brakiem szacunku wobec dziecka. Często nie upewniamy się też, czy dzieci nas rozumieją. Zakładamy, że coś, co jest dla nas oczywiste, jest też oczywiste dla nich. A tak nie jest.

Na przykład?

Bardzo często dzieci nie wiedzą, jakie w ich domu obowiązują zasady. Kiedy wchodzę do domu jako superniania, mówię, że potrzebna jest tablica, na której zostaną zapisane zasady. W przypadku mniejszych dzieci musi istnieć plan dnia. Ludzie patrzą wtedy na mnie jak na wariatkę. Albo mówią, że przecież u nich każdy wie, jakie są zasady. Wtedy pytam ich dzieci, a one zwykle nie wiedzą, o co chodzi. Nie tylko dorosły ma wiedzieć, jakie w domu są normy, dziecko też.

I każdy ma mieć na ścianie wypisane te zasady?

Tak. W każdym domu powinna być plansza, kartka, na której zapisane są zasady.

Jakie?

Na przykład: w naszym domu nikt nikogo nie bije. Nie kłamiemy. Na początku to są zasady rodziców, ich obowiązują. Ale dążymy do tego, żeby dziecko każdą z tych norm przyjęło jako własną. Możemy też zapisać na planszy same rzeczy pozytywne zamiast zakazów. Na przykład: nie ma kary za powiedzenie prawdy. To daje poczucie bezpieczeństwa, bo jest prawo, do którego można się odwołać.

Nie rozumiem.

Pamiętam dom, w którym mówiłam chłopcu, że dzieci się nie bije. A on na to: proszę to powiedzieć mojej mamie. Jeśli zapiszemy to jako zasadę, trudniej później dać dziecku klapsa, prawda? Zapiszmy też na kartce plan dnia.

O Boże.

Jeśli to trudne, nie musi być co do godziny. Róbmy to, co możemy. To mogą być dwa-trzy punkty, ważne, żeby było coś stałego, powtarzalnego. Ta stałość daje dzieciom, szczególnie mniejszym, poczucie bezpieczeństwa.

Z Dorotą Zawadzką, psycholog prowadzącą program 'Superniania', rozmawiała Joanna Sokolińska
 


Zobacz również:




Komentarz (1)
1. 16-05-2008 20:38
tak trudno być dość dobrym rodzicem. W czasie czytania artykułu zapytałam Starsze "jakie jesteście". Pierwszą odpowiedzią Weronki było "jestem płaczliwa"; Hania powiedziała "jestem kochana" - to dość wyraźnie mi coś mówi. Aż za:)
Napisał(a) mpiechaczyk (Zarejestrowany)

Only registered users can write comments.
Proszę się zalogować.

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »

Edukacja

Równe prawo do edukacji dla uczniów z głęboką niepełnosprawnością intelektualną
Zmiany w szkolnictwie specjalnym
Do szkoły specjalnej tylko po spełnieniu warunków
Szkoła dla naszych dzieci - ideał do naśladowania
Szkoły nie chcą kształcić niepełnosprawnych
Autorska szkoła integracyjna "Pod Białym Kotem"
Masz dziecko, które potrzebuje pomocy w zakresie edukacji?
Edukacja wg Agnieszki c.d
Edukacja wg Agnieszki
Small Steps, czyli Małe Kroki
Edukacja Włączająca-omówienie założeń według profesora Petera Mittlera
Edukacja specjalna-czy musi tak być?
Szkoła we Wrocławiu a MOJA SZKOŁA 3
Podstawowe metody edukacyjne i terapeutyczne cz.1
Podstawowe metody edukacyjne i terapeutyczne cz.2
Podstawowe metody edukacyjne i terapeutyczne cz.3
Podstawowe metody edukacyjne i terapeutyczne cz.4
Podstawowe metody terapeutyczne i edukacyjne cz.5
GUK.
Moja szkoła 3
Piktogramy
Moja szkoła 2
Moja szkoła.
Jak jest w Szwajcarii-list od mojego przyjaciela
Edukacja dzieci z zespołem Downa w Rumunii-list od przyjaciela
Podział części oświatowej subwencji ogólnej dla jednostek samorządu terytorialnego
Propozycja rozwiązań w zakresie edukacji dzieci z Zespołem Downa w placówkach oświatowych
Dzieci z Zespołem Downa - jaka szkoła? Uwagi Rodziców
Nabór do przedszkola - roczniki 2006 i 2007
Nauczanie indywidualne: bo każde dziecko ma prawo do nauki
Milcz, jak do mnie mówisz
Przedszkola integracyjne we Wrocławiu
Szkoły podstawowe integracyjne we Wrocławiu
Szkoły podstawowe specjalne we Wrocławiu

Logowanie

Witaj Gość.






Nie pamiętam hasła
Nie masz konta? Załóż sobie

Wyszukiwarka