Skip to content
2009.04.22 - Pomoc społeczna po amerykańsku Drukuj
Wojciech Karpieszuk

Czy w Warszawie choć część owianych złą sławą domów pomocy społecznej - molochów- zastąpią kilkuosobowe mieszkania chronione? Matka dwójki niepełnosprawnych dzieci chodzi po urzędach i lobbuje w tej sprawie. A w urzędach zapalili zielone światło

.

Agnieszka Dudzińska

Agnieszka Dudzińska ma dwóch niepełnosprawnych synów - 5,5-letniego Stefka z zespołem Downa i 10,5-letniego Stasia, który ma zespół Aspergera (odmiana autyzmu). - Kiedy zabraknie rodziców, chorzy na autyzm przeważnie trafiają do domu pomocy społecznej. A tam często ich czeka przywiązywanie do łóżek i szprycowanie lekami - mówi. - To nie dotyczy to tylko autystyków. Prędzej czy później większość osób niepełnosprawnych intelektualnie ląduje w DPS-ach. Znałam 40-letnią kobietę z zespołem Downa w jednym z domów z samymi 80-latkami. To był dla niej koszmar - dodaje.
Dudzińska pamięta, gdy rok temu zaproszeni do Warszawy Amerykanie opowiadali, jak oni pomagają niepełnosprawnym. - Słuchaliśmy tego z otworzynymi buziami - wspomina. - W Stanach postawili na integrację i samodzielność. Fundusz finansowany przez państwo kupił w okolicach Nowego Jorku 50 domów, w których żyją niepełnosprawni. W przyjaznym otoczeniu, pod opieką lekarzy, rehabilitantów. Wtedy my narzekaliśmy, że u nas się nie uda, że to tylko w Ameryce możliwe, że nie przekonamy urzędników.

Ale pani Agnieszka puściła po sali kartkę. Każdy wpisał swój mail. Tak powstała "grupa mieszkaniowa". Podłączyli się pod komisję dialogu społecznego ds. niepełnosprawności. I postawili sobie za cel stworzenie w Warszawie mieszkań chronionych i rodzinnych domów pomocy.
Na spotkania grupy zaczęli przychodzić dyrektorzy biura polityki społecznej ratusza. Teraz razem zastanawiają się, jak to ma wyglądać.
Agnieszce Dudzińskiej marzy się taki system: mieszkania chronione powstają w lokalach komunalnych. W jednym mieszka kilka osób o podobnym stopniu niepełnosprawności. Przy niepełnosprawnych intelektualnie są opiekunowie, jeżeli jest taka potrzeba, to przez całą dobę. Mieszkania prowadzi organizacja pozarządowa w partnerstwie z miastem. Oprócz tego byłyby rodzinne domy pomocy. Tak jak rodzinne domy dziecka, prowadzone przez rodziców, którzy opiekowaliby się kilkoma niepełnosprawnymi. Dostawaliby za to pieniądze. Miasto kontrolowałoby placówki.
Wicedyrektorkę biura polityki społecznej Irenę Chmiel zapytaliśmy, czy to realne. - Gdyby nie było, nie chodziłabym wieczorami na spotkania tej grupy - odpowiada. - Pomijając aspekt społeczny, to jest też tańsze rozwiązanie niż tradycyjne DPS-y - zachwala.
Z kolei w biurze polityki lokalowej pracują nad uchwałą w sprawie zasad wynajmowania lokali komunalnych. - Przewiduje ona przeznaczenie pewnej puli lokali z zasobu miasta na cele społeczne. Mogą tam powstawać mieszkania chronione - mówi Tomasz Krettek, naczelnik wydziału lokali mieszkalnych. Prace są zaawansowane. Projekt może trafić pod obrady rady na przełomie maja i czerwca.
Ale dla optymalnego rozwiązania potrzebne są też zmiany w prawie krajowym, m.in. w ustawie o pomocy społecznej. Jutro Agnieszka Dudzińska idzie w tej sprawie lobbować do Sejmu.
- Mieszkania chronione dla osób z autyzmem to świetny pomysł i szansa na w miarę normalne życie. Ważne są odpowiednie warunki: jednoosobowe pokoje, cisza, możliwość odizolowania, ograniczenie bodźców - stwierdza Maria Jankowska, rzecznik praw osób z autyzmem w fundacji Synapsis. - Teraz takie osoby trafiają do zwykłych DPS-ów albo do szpitali psychiatrycznych. To udręka i dla nich, i dla innych mieszkańców. Po szpitalu rzadko dochodzą do siebie.
- Niepełnosprawni, którzy żyją we własnych mieszkaniach, są bardziej samodzielni. Czują, że są częścią społeczeństwa, muszą sobie jakoś dać radę, idą do pracy. A w DPS-ach po co mają pracować? - pyta Dudzińska


Zobacz również:




Bądź pierwszym, komentującym ten artykuł

Only registered users can write comments.
Proszę się zalogować.

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »