Katarzyna Bielas  Niedawno dostałam SMS-a od pracownika naukowego, żeby intensywnie medytować, bo ziemia jest zagrożona złą mocą. Rozmowa z Anną Sobolewską, autorką książki "Mapy duchowe współczesności   Fot. Albert Zawada Prof. Anna Sobolewska. Krytyk i historyk literatury, pracuje w Instytucie Badań Literackich PAN, wykłada na UKSW, członkini Polskiej Rady Chrześcijan i Żydów oraz licznych stowarzyszeń na rzecz niepełnosprawnych umysłowo. Autorka m.in. książek ?Mistyka dnia powszedniego? (1992), ?Maksymalnie udana egzystencja. Szkice o życiu i twórczości Mirona Białoszewskiego? (1997), ?Cela. Odpowiedź na zespół Downa? (2002, nominacja do Nike), ?Maski Pana Boga? (2004, wyróżnienie w Konkursie Literackim Fundacji Kultury), ?Mapy duchowe współczesności. Co nam zostało z Nowej Ery?? (2009). Prywatnie żona Tadeusza Sobolewskiego, mają dwie córki: Justynę i Celę Od lat praktykujesz jogę medytacyjną, siddha jogę. Pamiętam, że na spotkania medytacyjne zabierałaś swoją młodszą córkę, małą Celę. - Mówi się, że dzieci z zespołem Downa mają niesamowity słuch religijny, wręcz słuch absolutny. Jest w tym wiele prawdy. Celi nie miałam z kim zostawić, zabierałam dla niej książeczki, rysunki, żeby się czymś zajęła, ale w pewnym momencie zorientowałam się, że ona medytuje jak dorosły człowiek, stała się pełnoprawnym członkiem grupy. Cela potrafi dzielić się doświadczeniem, wykonać rytuały, które lubi. Sama z siebie wygłasza zdania typu: "Mamy wielką duszę". Jakby czytała "Upaniszady". Ma talent religijny. Już jako małe dziecko zadawała ważne pytania. Religijny talent, dziwnie to brzmi - Widziałam amerykański film "Praying with Lyor" - Modląc się z Lyorem. O żydowskim chłopcu z zespołem Downa przygotowywanym do bar micwy. Był swobodny w kwestiach religijnych, potrafił wykładać, tłumaczyć np., że Bóg nie ma formy, ciała, koloru. On wszystko wiedział, tylko zadawać mu pytania, taki mały rabin. Śpiewał, tańczył w synagodze, była w nim radość modlitwy. Cela też jest taka. Dlaczego posłaliście ją do komunii? - Bo chciała. Cela jest chrześcijanką, poszła do komunii i do bierzmowania, a jednocześnie praktykuje jogę. Nie widzę w tym sprzeczności, ona też nie. Nie stawiam przed nią problemu konfliktu religii, ale ona sama wie, że na lekcjach religii nie należy specjalnie z jogą występować. Dla niej chrześcijaństwo jest bliskie, zrozumiałe i dające wsparcie, wiąże się to też z byciem w środowisku, w grupie. Mam nadzieję, że znajdziemy jeszcze jakąś małą wspólnotę niepełnosprawnych, w której będzie się dobrze czuła. Ale to nie jest najważniejsze. Nie liczy się to, co korzystne, tylko to, co naturalne, bliskie. Cela jest bardzo dobra z religii, ma same piątki, na każde Boże Narodzenie pisze wspaniałe kolędy, które nas zawsze zaskakują, np. "Dusza prosto do raju". No i to jej "Umarł i żyje", tak po prostu, bo co w tym dziwnego? Ja się z tym borykałam jako dziecko - umarł i co? Grób, rozkład? A dla Celi zawsze było oczywiste - ktoś umarł, ale żyje w jakiejś innej formie. Gdyby chcieć ją wychowywać ateistycznie, nie byłoby sukcesu. Ona swoje wie. Na czym polega ta łatwość? Na braku intelektualnych barier? - Może na tym - pisałam o tym w książkach "Cela" i "Maski Pana Boga" - że ograniczenie intelektu nie jest ograniczeniem duchowości. Duchowość szuka sobie innych ścieżek. Pisał o tym Oliver Sachs, autor książki "Mężczyzna, który pomylił swoją żonę z kapeluszem". Opisywał różne dziwaczne formy inwalidztwa intelektualnego i to, że ci ludzie mają duże potrzeby religijne. Właśnie w tej sferze mogą przekroczyć swoje ograniczenia, duchowość ich wynosi poza nie. Taki człowiek w modlitwie zbiera do kupy swoją pokawałkowaną osobowość, a źle funkcjonujący intelekt nie musi być przeszkodą w kontemplacji. W ostatniej książce Sachs zajmuje się muzyką, która też może być środkiem przekroczenia barier. więcej tutaj: http://wyborcza.pl/1,75480,6547488,Umarl_i_zyje.html
Zobacz również:
Only registered users can write comments. Proszę się zalogować. |