
| 2009.06.03 – jeszcze raz o Sjón i jego książce |
|
Islandczycy są okrutniAnna Kilian Autor wydanej właśnie w Polsce powieści „Skugga Baldur” spotka się z czytelnikami dziś o godz. 17 w empiku na Nowym Świecie. Nam mówi m.in. o stosunku rodaków do upośledzonych. autor zdjęcia: Kuba Kamiński źródło: Fotorzepa *Sjón za swoją powieść dostał m.in. Nagrodę Rady Nordyckiej oraz nominację do Nagrody Bookera Akcja „Skugga Baldur” rozgrywa się w 1883 r. Ale jej warstwa językowa to nie tylko XIX-wieczny islandzki, ale i porównania homeryckie. Czy pana proza zawsze jest tak bogata w słowne niuanse? Sjón: Słowa mnie cieszą i bawią. Lubię, kiedy w moich książkach słownictwo jest bogate i zróżnicowane, lubię przywoływać wyrażenia rzadko używane. Język „Skugga Baldur” ukształtował się pod wpływem twórczości XIX-wiecznych islandzkich romantyków. Ale często prowadzę dialog też z dalszą przeszłością i pisarzami z nią związanymi. Czy oficjalny obraz XIX-wiecznej Islandii jest taki jak w książce? Zupełnie nie. Kiedy chodziłem do szkoły, oficjalnym obrazem Islandii był kraj, w którym za wszystko, co złe, odpowiadali Duńczycy – od nich bowiem uniezależniliśmy się dopiero w 1944 r., po 600 latach. Chciałem spojrzeć na islandzki XIX wiek z innej perspektywy. Najpierw czytałem o studentach wracających z Kopenhagi do swoich miasteczek i osad z wiedzą, której nikt nie miał cierpliwości od nich przejąć. Oni w ogóle nie liczyli się w społeczeństwie – ton nadawali posiadacze ziemscy, od których zależało życie pozostałych. I uczyniłem pozytywnym bohaterem Fryderyka Zielarza powracają- cego z zagranicy, zaszywającego się w zapomnianej dolinie i wchodzącego w konflikt z wielebnym Baldurem, tym „prawdziwym” Islandczykiem – silnym, topornym, jowialnym. Odwróciłem więc tradycyjny model literacki, w którym naukowiec zawsze był postacią negatywną. Drugą pozytywną postacią jest upośledzona Abba. Dzięki niej dowiadujemy się, że w Islandii dzieci z zespołem Downa były w XIX w. mordowane. To przecież barbarzyństwo. Ale takie są fakty. To było bardzo okrutne społeczeństwo. Do lat 20., 30. XX w. nikt nie widywał w Islandii dzieci z zespołem Downa. Zresztą – co dla mnie jest najbardziej szokujące –tak dzieje się i współcześnie. Przed wydaniem książki w 2003 roku robiłem badania. Okazało się, że od 1998 roku nie urodziło się u nas żadne upośledzone dziecko, a w ciągu poprzedniej dekady najwyżej dwoje. Jest regułą, że matki dokonują aborcji takich płodów. Sugerują im to ginekolodzy. Zdawszy sobie z tego sprawę, wiedziałem już, że muszę wprowadzić do powieści postać Abby, by pokazać stosunek naszego społeczeństwa do jednostek słabych. Musiałem zająć moralne stanowisko w tej sprawie. A czy opisane przez pana kopenhaskie środowisko „pożeraczy lotosu” – amatorów m.in. opium – istniało naprawdę? Wymyśliłem je. Ale duńscy historycy nie oponowali, bowiem wiele pojawiających się tu i ówdzie zapisków dopuszcza możliwość istnienia takich kółek towarzyskich eksperymentujących z narkotykami w końcu XIX w. Fryderyk jest osobą blisko związaną z naturą, a także pana alter ego. Również w tekstach piosenek pisanych dla Bj¨ork widać, że zdecydowanie woli pan przyrodę od miejskiego życia. Jednak mieszka pan w Reykjaviku.Wystarczy 30 minut, żeby znaleźć się poza nim i zasmakować przyrody. Moja żona jest mezzosopranistką i przez trzy lata mieszkaliśmy w Londynie. Dopiero tam, w metropolii, zdałem sobie sprawę, jak bardzo brakuje mi oceanu. Pojechaliśmy do Brighton, żeby go zobaczyć, dotknąć, powąchać. Czy współpraca z Bj¨ork była sympatyczniejsza niż z humorzastym Larsem von Trierem? Tak. Chociaż dla mnie akurat Lars był niezwykle, ujmująco wręcz, miły. Zaproponował mi napisanie tekstów piosenek do musicalu „Tańcząc w ciemnościach”... ... nominowanych do Oscara... ... tak, i na tydzień zaszyliśmy się w jego wiejskim domku, tylko my dwaj. Lars gotował, a ja zmywałem naczynia. Było cudownie! Ale wiadomo, że dopiero on plus kobieta to mieszanka wybuchowa. To pana pierwsza wizyta w Polsce. Tak, i chciałbym tu jeszcze wrócić. Mam szczególny stosunek do Polski. Kiedy miałem 18 – 19 lat przeżyłem fascynację prozą Brunona Schulza. Od 15. roku życia publikowałem poezję, ale dopiero „Sklepy cynamonowe” i „Ulica Krokodyli” sprawiły, że zostałem pisarzem. źródło: Życie Warszawy Zobacz również:
Only registered users can write comments. |
||||
| « poprzedni artykuł | następny artykuł » |
|---|
| Witaj Gość. |
| Nie pamiętam hasła |
| Nie masz konta? Załóż sobie |