Skip to content
„Opowieści z Narnii” – premiera w Teatrze Arka Drukuj

image

26 maja 2009 roku w jednym z wrocławskich teatrów odbyła się premiera spektaklu opartego na „Opowieściach z Narnii” C. S. Lewisa. O tym wydarzeniu nie było w mieście głośno, a szkoda. Teatr Arka jest miejscem mało znanym, ale zdecydowanie nietuzinkowym. Niewiele osób wie, że jego siedziba znajduje się w cieniu (dosłownie i w przenośni) Sceny Kameralnej Teatru Polskiego, w podwórzu na rogu ulic Menniczej i Świdnickiej.

Teatr Arka powstał w 1993 roku z inicjatywy aktorki Renaty Jasińskiej. Z założenia ma tworzyć sztukę „bliską widzowi, która nie zna granic i w której znalazłoby się miejsce dla wszystkich, zupełnie jak w Mojżeszowej Arce Przymierza”.

Z czasem pojawił się pomysł leczenia sztuką: arteterapii. Tak powstał jedyny w Polsce teatr integracyjny, w którym obok aktorów profesjonalnych grają niepełnosprawni amatorzy (http://www.polskatimes.pl/gazetawroclawska/magazyn/91617,teatr-bez-zadnych-granic,id,t.html). To nie koniec pomysłów charyzmatycznej pani dyrektor –

w przyszłości Renata Jasińska planuje zorganizowanie warsztatów terapii teatralnej, gdzie uzdolniona młodzież będzie uczyła się aktorstwa. Niedawno też powstała amatorska grupa warsztatowa składająca się wyłącznie z osób niepełnosprawnych. To właśnie oni wystawili swoją najnowszą sztukę: „Opowieści z Narnii”.

Gdy przyszłam na miejsce, przed wejściem uroczo oplecionym wijącym się bluszczem zobaczyłam sporą grupkę ludzi – byli to głównie przyjaciele i rodziny młodych aktorów. W teatrze trwała próba i mocowanie się z niesfornymi strojami, których założenie niejednokrotnie wymagało pomocy starszych kolegów. Goście zatem czekali na zewnątrz, a z każdą minutą przybywało ich coraz więcej.

Tuż przed osiemnastą wpuszczono nas do środka. W niewielkim, ciemnym pomieszczeniu ustawiono kilka rzędów krzeseł, obok znajdowała się pozbawiona dekoracji scena. Wszystko było czarne: podłoga, ściany, sufit. Gdy każdy znalazł miejsce dla siebie, zgaszono światła, jedynie reflektor oświetlał osobę stojącą na scenie: Renatę Jasińską. Przywitała publiczność, opowiedziała o misji Teatru Arka i pracy aktorów.

– Sami wybrali temat – powiedziała – to są ich wariacje i przemyślenia dotyczące „Opowieści z Narnii”.

Znów zgasły światła i zapadła ciemność. Nagle rozległ się głos mężczyzny, mówiący o opowieści, którą napisał dla swojej siostrzenicy Łucji. Stwierdził, że dziewczynka rośnie szybciej, niż on mógłby skończyć tę bajkę. Jednak wierzy, że kiedyś nadejdzie taki czas, kiedy Łucja znów do nich wróci; prosił, by wtedy powiedziała, co sądzi o opowieści, mimo że będzie już głuchy i zbyt stary, żeby wszystko zrozumieć. Jednak na zawsze pozostanie kochającym ją ojcem chrzestnym.

image

Wtedy z tyłu widowni wyszedł wysoki mężczyzna przebrany za ojca chrzestnego Łucji i stanął pod sceną. Powiedział, że dostał list od swoich siostrzeńców, w którym powiadamiają go o swoim przyjeździe. Chodził wkoło i nie mógł się doczekać, kiedy ich w końcu zobaczy. Wreszcie pojawił się jego najstarszy siostrzeniec, chwilę potem dołączyła do nich Łucja. Po czułym przywitaniu przybyła reszta rodziny, i nastąpiła wielka radość ze wspólnego spotkania. Najstarszy krzyknął: „A teraz bawimy się w chowanego!”. Wszyscy się rozbiegli, szukając kryjówek, a Łucja odliczała. Ten moment był szczególnie trudny do odegrania dla aktorów z trudnościami w swobodnym poruszaniu się. Zaskakująca była wzajemna pomoc i współpraca zespołu - gdy jeden z małych aktorów z wrażenia zapomniał, gdzie miał się udać, reszta od razu przyszła mu z pomocą, kierując go we właściwe miejsce. Starsze i bardziej doświadczone osoby czuwały nad młodszymi kolegami, by przypadkiem któryś z nich nie spadł ze sceny lub się nie zagubił, przy czym pomoc ta była bardzo dyskretna i ledwie zauważalna przez widza.

image

Gdy Łucja znalazła wszystkich, zaczęto bawić się w berka. Bieganinę nagle przerwała zapadająca ciemność. Chwilę potem na scenę wkroczył ojciec chrzestny z siostrzenicą. Tajemnicze światło ich latarki ukazywało po kolei tańczące postacie, dopóki nie zapalono reflektorów wydobywających z mroku całą grupę. Potem wszyscy ustawili się w jednym rzędzie, tworząc linię, która zaczęła przesuwać się jak wskazówka zegara. Następnie Łucja została wzięta na środek i otoczona przez resztę. Grupa zaczęła wykonywać nad nią ruchy rękoma, jakby chcieli ją przed czymś ochronić – rzeczywiście, było przed czym: chwilę później na scenę wbiegł mężczyzna przebrany za czarnego ptaka i zaczął biegać wokół dziewczynki, strasząc wszystkich wokół. Próbował ją zabrać ze sobą, lecz reszta nie chciała mu na to pozwolić - chwilę później nastąpiła walka o Łucję, którą wygrał zły ptak; oboje opuścili scenę. Grupa rozeszła się, a na środku został jedynie chłopak nazywany Pierrotem. Chwilę tańczył w samotności, niedługo potem dołączyła do niego dziewczyna; potem „przyleciały” ptaki i radośnie fruwały dookoła pary.

Nagle pojawiła się Biała Czarownica. Wszyscy się przerazili - stali w bezruchu, a ona biegała rzucając czary. Według mnie była to najbardziej efektowna scena; byłam zdumiona i pełna podziwu, jak bardzo dziewczyna przejęła się swoją rolą. Jednak mimo strachu, który wzbudziła, dzieci niedługo pozostały bierne. Zebrały się razem i przepędziły Czarownicę, po czym z radością wołały: „Nie ma jej! Nie ma!”.

image

image

Znów zgasły światła i pojawił się lew Aslan, wioząc na grzbiecie Łucję. Wszyscy padli na ziemię, składając mu hołd. Przybyła także Czarownica, z którą lew pragnął pomówić sam na sam. Obiecała, że zrzeka się roszczeń do krwi dziewczynki, po czym przerażona rykiem lwa uciekła. Dzieci zaczęły się cieszyć i tańczyć wokół lwa. Wtedy aktorzy zaczęli schodzić na widownię i zapraszać na scenę swoje mamy - była to niespodzianka z okazji Dnia Matki. Wkrótce nastąpiły ukłony, po czym każdy z występujących został obdarowany kwiatami i prezentem. Wtedy Alicja Idasiak, grająca Białą Czarownicę, złożyła podziękowania Renacie Jasińskiej, Sylwestrowi Różyckiemu i Ewelinie Niewiadowskiej, którzy przygotowywali ich do występu. Pani Renata także podziękowała całemu zespołowi oraz zaproponowała, by każdy się przedstawił. Nie było sztucznych, wyuczonych formułek, wszyscy mówili spontanicznie i od serca. W efekcie atmosfera zrobiła się bardzo serdeczna i rodzinna. Spotkanie zakończyło się poczęstunkiem dla aktorów oraz widzów.

Przedstawienie „Opowieści z Narnii” w wykonaniu osób niepełnosprawnych bardzo mi się podobało i trochę zaskoczyło. Mimo że czasem ktoś ze sceny pomachał do rodziny na widowni, czy się pogubił i zapomniał, co ma robić, całość prezentowała się wspaniale. Widać było, jak dużo wysiłku włożyli w to zarówno aktorzy, jak i opiekunowie grupy. Na scenie pomagano sobie nawzajem w paru momentach, starsi czuli się odpowiedzialni za młodszych.

image

W przedstawieniu uczestniczyło czternaście osób, w tym czwórka niepełnosprawnych aktorów zawodowych - Teresa Trudzik, Alicja Idasiak, Andrzej Kusiak i Jan Kot. Część osób należy do grupy od jakiegoś czasu, lecz dla niektórych było to pierwsze przedstawienie przed szerszą publicznością.

Przedział wiekowy zespołu jest bardzo różny - od Jana Kota, który ma 38 lat, po dziewięcioletniego Macieja Frydlewicza. Są w różnym stopniu niepełnosprawni: cierpią na porażenie mózgowe, zespół Downa lub są opóźnieni intelektualnie. Każdy ma inny charakter: bywają nieśmiali i pewni siebie, dowcipni, bezinteresowni, otwarci lub ostrożniej nastawieni do świata; interesują się poezją, literaturą, sportem, muzyką. Mają prywatne życie, plany na przyszłość (np. Alicja Idasiak pragnie zostać wokalistką i pisarką), niektórzy są niemal zupełnie samodzielni i bardzo zaradni.

image

Wchodząc do Arki, przypominamy sobie, że każdy jest inny i ma do tego prawo. Jak to niegdyś Jasińska powiedziała: „niektórzy mają zespół Downa, niektórzy porażenie mózgowe, a mnie dzisiaj boli głowa”. I nie chodzi tu wcale o zbagatelizowanie upośledzenia, o udawanie, że ono nie istnieje, lecz o to, by pamiętać, że „wobec Boga wszyscy jesteśmy niepełnosprawni”. A skoro tak, można by się zastanawiać, kto jest bardziej niedostosowany społecznie – osoba z „downem” czy ta, która nie rozumie konieczności istnienia różnorodności - i akceptacji takiego stanu.

Tekst: Magda Frydlewicz

Fotografie: Magda Frydlewicz

PS

Relacja Magdy pochodzi z maja 2009 roku. Od tego czasu w Arce dużo się działo i dzieje się nadal: swoją działalność rozwija między innymi młodsza grupa warsztatowa prowadzona przez Alexandre’a Marquezy’ego. Rodzice uczestników arteterapii prowadzonej przez aktorów tego niezwykłego teatru (dorośli aktorzy niepełnosprawni pomagają w prowadzeniu zajęć jako asystenci) zauważają dobroczynny wpływ na rozwój ogólny ich dzieci, dlatego też Renata Jasińska ma ochotę na kolejne rewolucje – Teatr Arka przygotowuje się powoli do, można by rzec, eksperymentu edukacyjnego. W najbliższym bowiem czasie mają powstać regularne warsztaty dydaktyczno-teatralne, które miałyby na celu przekazywanie dzieciom niepełnosprawnym wiadomości szkolnych metodą arteterapeutyczną.

Teatrowi i wszystkim jego współpracownikom życzymy powodzenia i wytrwałości w realizacji następnych projektów. Do zobaczenia w Arce na kolejnych premierach!

Dorota Sobieraj


Zobacz również:




Bądź pierwszym, komentującym ten artykuł

Only registered users can write comments.
Proszę się zalogować.

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »